Home » Idą święta » Jestem przywiązana do polskich wigilii i tradycji świątecznych
idą święta

Jestem przywiązana do polskich wigilii i tradycji świątecznych

Małgorzata Kożuchowska
Małgorzata Kożuchowska
Fot.: TVN/Adam Pluciński/MOVE

Małgorzata Kożuchowska

Aktorka, gwiazda serialu TVN „Druga szansa”. Występuje w kinie, telewizji i teatrze. Udziela się w wielu projektach społecznych. W 1994 roku ukończyła studia na wydziale aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie.

Udaje się Pani znaleźć równowagę między stanem bezkresnej pogoni za świątecznymi sprawunkami, walki z czasem i walki z oczekiwaniami, a stanem świątecznego wyciszenia, zbliżenia i zamyślenia? Jak taką równowagę osiągnąć?

W okresie przedświątecznym dużo pracuję, dodatkowo uczestniczę w wielu projektach społecznych, więc niespecjalnie mam czas na zajmowanie się wyłącznie przygotowaniami. Staram się też nie zapomnieć o tym, czego święta Bożego Narodzenia są symbolem. Gdy byłam dzieckiem, robiłyśmy z siostrami adwentowe lampiony i chodziłyśmy na roraty. Było zimno, trzeba było wstać wcześnie, jeszcze przed lekcjami… Nie było łatwo. Później zrozumiałam, jaki ten wysiłek miał głęboki sens i jaki smak miały święta, do których tak sumiennie się przygotowywało. Bo przecież świętujemy Boże Narodzenie, to znaczy, że Chrystus ma się narodzić (w naszym sercu i życiu na nowo). Dziś tęsknię momentami do tamtych lat dzieciństwa, kiedy wszystko wydawało się prostsze… Ale porzućmy sentymenty. Staram się mimo wszystko w tym natłoku obowiązków pamiętać o głębszym sensie świąt i tak organizuję czas, żeby nie zasiadać przy wigilijnym stole z rozpędu…

„Co kraj to obyczaj” – które tradycje bądź zwyczaje świąteczne i noworoczne przeniosłaby Pani do Polski z innych krajów? Może coś, co sama Pani zaobserwowała podczas świątecznych wojaży?

Jestem przywiązana do polskich wigilii i tradycji świątecznych i myślę, że mamy się czym pochwalić. Moja siostra mieszka w Paryżu i jej mąż Francuz zawsze podkreśla, że polskie Boże Narodzenie jest wyjątkowe. Nasza kolacja wigilijna, potrawy, dzielenie się opłatkiem, kolędy, pasterka o północy i miejsce dla niespodziewanego gościa. To wszystko sprawia, że część tych zwyczajów postanowili przenieść do swojej rodziny.

Fot.: TVN/Adam Pluciński/MOVE

Jakie kolory, zapachy, smaki, odczucia w pierwszej kolejności przychodzą Pani do głowy na myśl o świętach? Przemoczone buty po zabawie w śniegu, wzruszenie podczas rodzinnego śpiewania kolęd, zmarznięte dłonie po pasterce, zapach choinki, kapusty?

Dla mnie szczególnym momentem jest wspólne wyjście na pasterkę. Szczególnie tę u dominikanów na warszawskim Starym Mieście. Wszyscy przynoszą dzwoneczki. Tuż przed dwunastą, w ciemnym jeszcze kościele, rozlega się dźwięk dzwoneczków i pierwsze takty kolęd „Wśród nocnej ciszy” albo „Gdy się Chrystus rodzi”. Wzruszający, piękny moment, czas, gdy naprawdę panuje świąteczna atmosfera… Dobrze, gdy się na tym poruszeniu nie kończy, gdy wrażliwość na drugiego człowieka, na potrzeby tych, którzy są dookoła, zostaje w nas na dłużej. Na cały kolejny rok.

Zakończmy pytaniem na luźno i na śmieszno. Pytanie wspomnieniowe – najmilej i najgorzej wspominany prezent znaleziony pod choinką? Zarówno jako dziecko, jak i osoba świadoma, że to nie Mikołaj, a bliscy fundują prezenty?

Pamiętam pierwsze rozczarowanie związane z prezentami. Jako dziecko zrobiłam tacie własnoręcznie notes ozdobiony muszelkami. Kiedy odkryłam później, że leży w szufladzie jego biurka, byłam niepocieszona, że tata nie zabiera go do pracy… Mama wytłumaczyła mi, że tylko dlatego, żeby go nie zniszczyć… To trochę mnie uspokoiło.

A najmilszy? Lubię prezenty niepraktyczne, czyli coś, co mi się podoba, ale nie jest niezbędne. Mój mąż ma świetnego nosa, jeśli chodzi o odgadywanie moich skrytych marzeń i zawsze przygotuje dla mnie coś wyjątkowego.

Next article