anie Mateuszu, jest Pan osobą aktywnie zaangażowaną w pomoc potrzebującym. Czy w Pana opinii taka altruistyczna chęć niesienia pomocy innym bierze się z wychowania czy późniejszych doświadczeń życiowych?

Aktywność na rzecz innych jest dla mnie naturalna jak oddychanie. Od zawsze. Pamiętam, że już w szkole podstawowej wielokrotnie byłem wolontariuszem podczas zbiórek PCK. Uważam, że swoją dobrą energią i siłą trzeba dzielić się z innymi, a szczególnie właśnie z tymi, którzy ich nie mają i którzy ich potrzebują. Tak zostałem wychowany przez rodziców. Ale uważam, że pomagania można się nauczyć. Trzeba tylko chcieć otworzyć się na drugiego człowieka, może czasem zrezygnować z siebie, a odszukać w sobie dobro i bezinteresowność.

Jaka była Pana motywacja do tego, aby zacząć angażować się w działania Fundacji Herosi, aktywnie pomagającej dzieciom z chorobami nowotworowymi? Dlaczego wybór padł akurat na tę fundację?

Pierwszy raz z Fundacją Herosi zetknąłem się w 2011 roku. Wolontariuszki fundacji zaprosiły mnie do poprowadzenia wernisażu fotografii dzieci i młodzieży z chorobą nowotworową, które na zdjęciach uwieczniła Anna Powierza. Natychmiast złapałem świetny kontakt z cudownymi podopiecznym Fundacji. Od razu też bardzo spodobała mi się działalność Fundacji Herosi. Przez kilka lat współpracowaliśmy ze sobą przy różnego rodzaju eventach. I nagle rok temu stwierdziłem, że chciałbym, aby moja współpraca z Fundacją była ściślejsza. Dziś jestem jej ambasadorem, choć przyznam szczerze, że nie za bardzo przepadam za tym słowem, oraz wolontariuszem. Czuję się przede wszystkim przyjacielem podopiecznych Fundacji, z którymi regularnie się spotykamy, rozmawiamy, bawimy, świętujemy i wymieniamy pozytywną energią.

Zbliżamy się do ostatnich dni rozliczenia podatku. Czym zmotywowałby Pan osoby, które zapominają o tym, że można wybrać konkretną organizację pożytku publicznego?

Mam nadzieję, że tych osób nieprzekonanych do pomagania, zwłaszcza poprzez przekazywanie 1 proc. podatku, jest naprawdę bardzo mało. Bo przecież jego przekazanie to chyba jeden z najłatwiejszych sposobów pomocy. Dzięki tym pieniądzom chore onkologicznie dzieci, które są pod opieką Fundacji Herosi mogą przede wszystkim kontynuować swoje leczenie i spełniać swoje marzenia. Warto też pamiętać, że los może sprawić, że jutro to my będziemy potrzebowali pomocy od kogoś innego.

Jak tak naprawdę w natłoku obowiązków dnia codziennego znaleźć czas, aby pochylić się nad czyimś losem?

Nie zgadzam się, że w natłoku obowiązków trudno znaleźć czas na pomaganie. To wymówka. Mam wrażenie, że człowiek im więcej ma zajęć, tym jest lepiej zorganizowany i zawsze znajdzie czas jeszcze na coś dodatkowego. Proszę mi wierzyć, że moje niektóre dni wyglądają jak skumulowany dzienny grafik kilku osób, a jednak jeśli mamy zaplanowane spotkanie na Oddziale, to zawsze na nim jestem. Przecież tak fajnie jest pomagać!

Czy sądzi Pan, że w dzisiejszych czasach, tak bardzo napiętnowanych gonitwą i skupieniem się na samym sobie, pomagamy więcej czy mniej niż kiedyś?

Moja szklanka zawsze jest do połowy pełna, więc mam nadzieję, że pomagamy więcej. Choćby za sprawą tego 1 proc. podatku. Chcę wierzyć, że tak jest. Natomiast to, co na pewno mogę stwierdzić to, że dziś jest już zdecydowanie mniej tzw. „pomagania na pokaz”. I bardzo się z tego cieszę! Bo przecież tylko bezinteresowne pomaganie ma sens.