Adam Małysz, kierowca rajdowy i skoczek narciarski

 

anie Adamie, od początku swojej kariery jest Pan kojarzony ze sportem, z aktywnym trybem życia. Dziś dostępnych jest wiele rozwiązań technologicznych wspierających mobilność na co dzień, m. in. Smartwatche, tablety, przenośne kamery czy aplikacje sportowe. Jakie rozwiązania mobilne niezbędne lub pomocne są w karierze sportowca?

W dzisiejszych czasach jest bardzo dużo urządzeń ułatwiających pracę sportowca. Ja ostatnio korzystam ze sport testerów, monitorujących stan organizmu podczas wysiłku. Laptopy i tablety pozwalają na miejscu treningu oceniać zachowania zawodników. Dzięki telefonom kontakt jest w zasadzie nieograniczony, sportowiec jest dostępny w każdej chwili. Oczywiście, skoczek nie skoczy z telefonem przy uchu, ale tuż po wylądowaniu może nawet z kimś, kogo nie ma na skoczni rozmawiać o swoich odczuciach. Również dane zbierane podczas treningów mogą być przesyłane od razu do komputerów i analizowane przez współpracujących specjalistów. Co ważne, kiedyś takie wynalazki były potwornie drogie. Teraz są dostępne w zasadzie dla każdego.

Coraz więcej osób nie rozstaje się z osobistymi urządzeniami elektronicznymi ani na moment. Czy korzysta Pan z rozwiązań mobilnych na co dzień? Woli Pan e-booki czy tradycyjne książki? Tablety czy laptopy?

Używam telefonu i tabletu. Pierwszy służy mi do rozmów, wysyłania wiadomości. Drugi do sprawdzania nagłówków, krótkich wiadomości, oglądania jakichś filmików. Są też jednak takie dni, kiedy kontakt ze mną jest utrudniony. Dzieje się tak podczas rajdów oraz treningów, gdy wiele godzin jadę samochodem. Często w terenie, gdzie nie ma zasięgu żadnej sieci, a w razie problemów używa się telefonu satelitarnego. Do czytania dłuższych tekstów wolę wersje papierowe gazet czy książek.

Czym jest dla Pana mobilność?

To zdolność do działania, komunikowania się w niemal każdych warunkach. Mobilność przede wszystkim ułatwia mi życie. Jednocześnie potrafi być uciążliwa. Czasem trzeba odpocząć od bezustannych rozmów, natłoku wiadomości.

Promuje Pan codzienną aktywność fizyczną u młodzieży, ale nie tylko. Jak ludzie dojrzali i starsi mogą zadbać o swoją formę?

Przede wszystkim poprzez ruch. Rozumiem, że z wiekiem pojawiają się pewne ograniczenia, nie da się już na przykład wykonać wszystkich ćwiczeń. Ale nawet spacery, może z popularnymi ostatnio kijkami, lekki trucht, mogą mieć bardzo dobry wpływ na zdrowie i samopoczucie.

Co według Pana umożliwia połączenie aktywności fizycznej z rozwiązaniami technologicznymi? Jest Pan za tradycyjnymi rozwiązaniami czy uważa Pan, że technologia i wszechobecna mobilność pozwalają nam na ciekawszy i bardziej emocjonujący sport?

Technologia i czujniki jakiś czas temu pojawiły się w moich skokach narciarskich, gdzie od kilku sezonów prowadzi się pomiary siły wiatru. Cały czas trudno powiedzieć, czy dane te i przeliczanie siły natury za pomocą wzoru matematycznego na punkty ułatwiają, czy przeszkadzają w rywalizacji. Niemniej takie zjawisko jest i ma na ten sport duży wpływ. W innych konkurencjach wsparcie elektroniki sprawia, że jest coraz bardziej sprawiedliwie. Mam na myśli kontrolę miejsca odbicia piłki w tenisie czy siatkówce, co pozwala uniknąć wielu krzywdzących decyzji. Czekam, aż podobne rozwiązanie zostanie wprowadzone na stałe w piłce nożnej i skończy się nie uznawanie prawidłowo zdobytych bramek. Sport staje się przez to może mniej romantyczny, ale bardziej fair.

Przeciwnicy technologii uważają, że wszystkie kiedyś było prostsze, tańsze i ogólnie lepsze. Czy według Pana mobilne rozwiązania technologiczne sprawiają, że aktywna strefa naszego życia może być łatwiejsza i bezpieczniejsza?

Oczywiście. Przecież te wszystkie wynalazki i urządzenia powstały po to, by ułatwić nam życie. Wiele starszych osób ma obawy przed korzystaniem z nowoczesnych rozwiązań. Nie wysyłają smsów, nie korzystają z poczty elektronicznej. Ale sądzę, że w przyszłości i to się zmieni, bo wiadomości nie trzeba będzie już wpisywać, a będziemy je dyktować.

Jest Pan bardzo aktywny na portalach społecznościowych.  Na Facebooku zamieszcza Pan posty nawet kilka razy dziennie. Co daje Panu taka forma kontaktu z fanami?

Dzięki oficjalnemu profilowi moi kibice mogą na bieżąco wiedzieć co się u mnie dzieje. Dodatkowo dzięki multimediom te informacje są naprawdę atrakcyjne. Choć pamiętam, że zamysł powstania takich portali jak Nasza klasa i Facebook był inny. Miały przecież ułatwiać kontakty z bliskimi, znajomymi. To też ciekawe, bo pokazuje, jak nieprzewidywalnie rozwija się czasem technologia. Z prywatnego konta na Facebooku korzystam rzadko.

Angażuje się Pan w coraz to nowe projekty. Od jakiegoś czasu jest pan działaczem Polskiego Związku Narciarskiego, co znów wiąże się z częstymi wyjazdami z domu. Co ułatwiało i ułatwia Panu częste rozstania z bliskimi?

Przede wszystkim telefon. Na początku poważnej kariery skoczka, gdy miałem jakieś 18 lat, zaczęły wchodzić na rynek telefony komórkowe. Wcześniej, żeby zadzwonić do domu z obozu treningowego czy zawodów, trzeba było szukać budki telefonicznej, ewentualnie liczyć na połączenie z hotelu. Po sukcesie w Oslo, gdzie wygrałem pierwsze zawody Pucharu Świata w karierze, pojechałem do Katowic i kupiłem sobie pierwszą komórkę. Oczywiście ten telefon działał tylko w niektórych miejscach. W domu nie, a w Wiśle tylko w określonych lokalizacjach, ale byłem niezależny. Cieszyłem się z tego tylko do pierwszego rachunku, który okazał się astronomiczny… Teraz połączenia potaniały, komórka jest powszechna. Człowiek bez telefonu jest trochę jak bez ręki. Nie osądzam, czy to dobre, czy złe. Po prostu taka jest codzienność. Nie wiem, jak sam mógłbym sobie radzić bez telefonu. To trochę tak jak z samochodem. Kiedyś jeździłem pociągami, autobusami. Wyjazd do Bielska był wyprawą, wymagał planowania. Teraz się wsiada do auta i jedzie. Podczas wyjazdów korzystałem też z komunikatora Gadu-gadu. Do Skype’a nigdy się nie przekonałem. Zazwyczaj z powodu kiepskiego internetu połączenie się zrywało. Wkurzałem się i nie miałem przyjemności z takiej rozmowy. Poza tym uważam, że czasem dobrze jest odpocząć od kontaktów z najbliższymi, by po powrocie mieć co opowiadać. Obecnie, głównie w związku z pracą, sporo korzystam z aplikacji WhatsApp, która bardzo ułatwia porozumiewanie się z całą grupą ludzi. Chwilami zastępuje mi nawet pocztę elektroniczną.