odróżowanie i życie na emigracji nie wymaga super mocy

Od dziecka wiedziałam, że będę miała pełne przygód życie - wydawało mi się to zupełnie naturalne. Kto z nas tak nie myślał? Zupełnie naturalny wydawał mi się też wybór liceum najbliższego miejscu zamieszkania, studia blisko domu rodzinnego, pierwsza praca w mieście, które znałam od podszewki. Nigdy nie pomyślałam, że mogłoby być inaczej. Nigdy nie brałam też pod uwagę wyprowadzki do innego kraju, choćby na trochę, bo tego się po prostu w moim otoczeniu „nie robiło”. Pierwszy raz spróbowałam życia na emigracji już po zdobyciu dyplomu studiów wyższych - to była nieplanowana decyzja, podjęta pod wpływem chwili. Wyjechałam do Anglii, do pracy poniżej swoich kwalifikacji, dużo mniej ciekawej niż ta, którą wykonywałam w kraju. Nie podobało mi się to, ale nie przypuszczałam nawet, że mogę coś więcej, gdzie indziej. Wróciłam. Gdyby ktoś mi powiedział, że mogę studiować za granicą, pokazał drogę, stypendia, programy wymiany, sposoby na tanie podróżowanie, możliwości zawodowe na całym świecie!

To proste!

Mimo pierwszych niepowodzeń złapałam bakcyla podróżowania i gdy pojawiła się szansa wyjazdu z Polski na dłużej - zrobiłam to. Właśnie mijają mi trzy lata na emigracji. W tym czasie odwiedziłam kilkanaście krajów, mieszkałam w Chinach i we Francji, napisałam książkę, zakochałam się. Dziś wiem, że świat jest pełen możliwości, które mamy na wyciągnięcie ręki, że możemy dostosować swoje kwalifikacje do rynku pracy miejsca, które nam się marzy lub... odwrotnie: zamieszkać w kraju, w którym posiadane przez nas kwalifikacje są poszukiwane i doceniane. Możemy też szkolić się i doświadczać życia za granicą po to, by z głową pełną pomysłów i doświadczeń wrócić do kraju i budować tu lepszą, ciekawszą teraźniejszość i przyszłość. Dziś wiem, że nowe technologie skracają odległośc i- dzięki nim nie tylko mogę wykonywać swój zawód dziennikarza z każdego zakątka świata, ale pozostaję też stale w kontakcie z moimi najbliższymi, jestem z nimi (choć wirtulanie) w ważnych dla nich momentach i kibicuję ich codzienności.

Najwyższa pora uświadomić sobie, że w dzisiejszych czasach podróżowanie jest proste, a życie na emigracji nie wymaga żadnych super mocy - za granicą czekają nas, tak samo jak w Polsce, radości i smutki, rachunki do zapłacenia, zakupy do zrobienia, dobrzy i źli ludzie, których spotkamy na swojej drodze. Najtrudniejsze jest podjęcie decyzji i zamknięcie za sobą drzwi.

Cenne lekcje

Wyjeżdżamy i szybko doświadczamy tego, jak bardzo wyjście z oswojonej strony komfortu otwiera oczy. Uczymy się, że sposób w jaki patrzymy na świat i oceniamy otaczającą nas rzeczywistość, nie jest jedynym słusznym. Uczymy się nowego sposobu rozwiązywania problemów, a nawet ich definiowania. Czerpiemy z innych kultur, uczymy się tolerancji i zaufania, bez którego moim zdaniem nie tylko nie da się podróżować, ale w ogóle ciężko żyć. Uczymy się bardzo trudnej sztuki proszenia o pomoc. Doświadczamy innych form szczęścia, przyglądamy się innym zwyczajom, widzimy inny wymiar bogactwa i biedy. Zaczynamy lepiej rozumieć świat, procesy polityczne i ekonomiczne, które na nim zachodzą, inne kultury i ich racje. Czasem zaczynamy bardziej doceniać to co mamy, bywa że przestajemy tego potrzebować. Rozwijamy się, dojrzewamy - to wciąga. Nagle świat okazuje się dużo mniejszy niż nam się wydawało, w określeniu „dom” jesteśmy za to w stanie dużo więcej zmieścić, a spotkani ludzie wcale nie są tak bardzo inni niż my. To bardzo cenne lekcje, które wpływają na naszą osobowość, wrażliwość, możliwości i poczucie szczęścia. Lekcje, dzięki którym, o ile jesteśmy pilnymi uczniami, możemy zmieniać siebie i otaczającą nas rzeczywistość na lepsze.

 Pojechana - Aleksandra Świstow