ch, ta dzisiejsza młodzież… – prawdopodobnie każdy kiedyś słyszał te słowa. Czy moglibyście zdefiniować jakie Waszym zdaniem jest pokolenie Y patrząc z perspektywy młodszego i starszego reprezentanta osób urodzonych pomiędzy 1980 a 2000 rokiem?

Atari Wu: Jestem niestety przeciwnikiem mówienia o osobach urodzonych pomiędzy rokiem 1980 a 2000 jako o jednym pokoleniu. Różnice w postrzeganiu świata są tak drastyczne, że w skrajnych przypadkach można mówić o braku jakiejkolwiek zbieżności pomiędzy najmłodszymi a najstarszymi reprezentantami pokolenia Y. Wynika to przede wszystkim z bardzo dynamicznego rozwoju technologicznego. Moje pokolenie to osoby, które pamiętają telefony komórkowe o funkcjonalności nie wybiegającej poza kalkulator. Obecni dwudziestolatkowie nie pamiętają tak zamierzchłych czasów. Moich rówieśników określiłbym jako tych którzy podobnie jak nasi poprzednicy mieli trochę pod górkę. Pamiętamy czasy, kiedy w sklepach półki były kompletnie puste a zdobycie cukru było wyzwaniem na miarę konfliktu zbrojnego. Potem przyszedł rok 89 i świat wywrócił się do góry nogami. Z dnia na dzień sklepy zalała masa nieosiągalnych dotąd produktów. Nasi rodzice zabierali się za tworzenie własnych przedsiębiorstw, wszystko było super dopóki nie okazało się że przy prowadzeniu firmy potrzebne jest doświadczenie, zrozumienie struktur biznesowych a przede wszystkim elastyczność ekonomiczna. Ludzie przez wcześniejszy ustrój nauczeni hustlerki w najlepszym wydaniu nie umieli nagle poradzić sobie ze światem, w którym własnej firmy nie da się już okradać. Firmy świętujące do niedawna sukcesy, powoli stawały się coraz mniej rentowne. Wolnorynkowa konkurencja stworzyła dzisiejszych Januszów finansjery z których pokolenie ich dzieci szydzi. Widząc to zjawisko ja i moje pokolenie nauczyliśmy się, że nie ma rzeczy wiecznych. Wszystko kiedyś się kończy. Pokolenia młodsze są tego poczucia dużo mniej świadome. Świat jest Twój mówią specjaliści od coachingu i duża część ludzi w to wierzy. Internet daje wszystkim równe szanse. To piękne i straszne zarazem, ponieważ ludzie z jednej strony mają większe poczucie własnej wartości a z drugiej zaś nagle mamy wysyp specjalistów w każdej dziedzinie. Świat bardzo się skurczył i pokolenie moich rówieśników nie do końca umie sobie z tym poradzić.

Klaudia: Myślę, że mi dużo ciężej jest odnieść się do tego co było, nie mogłam wszystkiego tak jak Michał przeżyć na własnej skórze. Mogę oprzeć się jedynie na opowieściach rodziców i dziadków. Zaczęłam dorastać w momencie, kiedy zaczął "dorastać" Internet i inne media. Kiedy dopadało lenistwo, a miało się do przeczytania lekturę, która nie budziła głębszych emocji, wystarczyło wejść w streszczenie w Internecie. Patrząc na to ile musieli robić nasi rodzice, by zrealizować jakiś cel albo chociaż pójść na studia, czuję życie. Wszystko stało się prostsze i szybsze, a co za tym idzie, mniej wartościowe. Książki, muzyka, kino. To wszystko już jest na monitorze. Nawet ludzie. Ograniczyliśmy nasze ruchy i kontakty na rzecz wygody. Z jednej strony jest to niesamowite, jak technologia idzie do przodu, a my możemy ułatwiać sobie codzienne życie, z drugiej strony zaś, to zatrważające jak bardzo jesteśmy od tego uzależnieni i chcemy tego więcej.

Obydwoje reprezentujcie pokolenie nazwane milenialsami. Jest jednak między Wami znacząca różnica wieku. Czy według Was może ona stać się motorem do stworzenia charakterystycznej i oryginalnej muzyki?

Atari Wu: Odnosząc się do tego pytania nie mógłbym nie wrócić do swojej odpowiedzi udzielonej przy pierwszym pytaniu. Bezkompromisowe pokolenie, które świat ma u swych stóp to właśnie Klaudia. Jej przebojowość przekuwa się na przebojowość Xxanaxxu. Staranność i dbałość o szczegóły która mam wrażenie jest właściwa mojemu pokoleniu, przejawia się w tym jak brzmi nasza muzyka. Połączenie tych dwóch światów dla mnie jest kompozycją idealną.

Klaudia: Jest to niezwykłe połączenie! Bardzo często można u nas zauważyć różnice pokoleniowe, w tym jak bardzo jesteśmy podatni na różne bodźce. U mnie naturalnym ruchem, było założenie Instagrama i aktywne uczestniczenie, natomiast Michał musiał się do tego dłużej przekonywać. Nic nie jest tylko dobre ani tylko złe. Dlatego połączenie dwóch głów spełnia swoją rolę w funkcjonowaniu w muzyce i w przyjaźni. Wzajemnie wymienia się pomysłów, poglądów, własnych myśli pokazuję jak bardzo się różnimy, a zarazem ile mamy wspólnych cech.

 

Michał Wasilewski: Nasze aspiracje są bardzo podobne. Wydaje mi się, że oboje mamy podobną dbałość o czujne obserwowanie obecnych trendów w muzyce.
Fot. Paweł Fabjański

 

Jakie są Wasze aspiracje muzyczne? Czy różnią się od siebie właśnie ze względu na wiek a może podążacie w tym samym kierunku?

Atari Wu: Nasze aspiracje są bardzo podobne. Wydaje mi się, że oboje mamy podobną dbałość o czujne obserwowanie obecnych trendów w muzyce. Niestety z przykrością obserwuje wśród moich rówieśników tendencje do przyjmowania postawy typu 'kiedyś to była muzyka'. Deprecjonowanie obecnych trendów w muzyce uważam za zjawisko skrajnie złe. Nawet jeśli obecni artyści popełniają błędy, to będzie to podstawą do rozwoju przyszłych pokoleń muzyków.

Klaudia: Lubimy miksować ze sobą wszystko co nam się spodoba. Często przychodzimy do siebie z nowoodkrytym zespołem, artystą. Myślę, że idealnym określeniem jest odkrywanie nowych dźwięków w duecie ze starym dobrym R&B.

Na jakiej muzyce się wychowywaliście? Jaka muzyka jest dla Was inspiracją do stworzenia własnych utworów?

Atari Wu: Muzyka, na której się wychowałem ma dość dużą rozpiętość. Zaczęło się od Chopina i Bacha, potem było Queen dalej Depeche Mode następnie długi i intensywny związek z hiphopem by finalnie skończyło się na elektronice. To co jest dla mnie inspiracją ma zawsze jeden wspólny mianownik – nieumiejętność odgadnięcia jak ktoś to zrobił. Im bardziej jestem w stanie odgadnąć i powtórzyć czyjeś działania kompozycyjno-producenckie tym mniejszą wartość ma dla mnie dany artysta i jego twórczość. Analogicznie kilkumiesięczne czasem analizy niektórych utworów to dla mnie prawdziwe kopalnie inspiracji.

Klaudia: Można powiedzieć, że wychowywałam się na muzyce kościelnej. Pierwszą styczność z muzyką miałam, kiedy poszłam do kościoła w mojej wsi. Tam uczęszczałam do chóru kościelnego. Później był Gospel. Mając kilkanaście lat zaczęłam sama szukać muzyki. Najbardziej odnajdywałam się w R&B i Soulu. Tak jest do dziś. Słucham i inspiruję się różną muzyką, natomiast czarne brzmienia, będą zawsze miały wyjątkowe miejsce w mojej duszy.

Muzyka jest niewątpliwie przekazem kształtującym styl życia, zwłaszcza wśród młodych odbiorców. W dzisiejszych czasach można powiedzieć, że słucha się muzyki, a nie gatunków. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Atari Wu: Tu znowu kłania się różnica pokolenia mojego i Klaudii. Kiedy byłem w podstawówce i ktoś był punkowcem to poza HC Punkowymi zespołami nie wypadało słuchać czegoś innego, więc jeśli miałeś naszywkę włochatego na kostce (taki plecak z demobilu 😉) to raczej nikłe były szanse że słuchałeś też Ettiene De Crecy a jeśli słuchałeś to po kryjomu tak żeby nikt nie wiedział (etymologia określenia guilty pleasure). Środowiska odbiorców były raczej hermetyczne i rzadko zdarzało się by pałały do siebie ogromną sympatią. Na szczęście to diametralnie się zmieniło. Na pewno ogromny w tym udział mają festiwale muzyczne, które często łączą ze sobą muzyków o skrajnie różnym brzmieniu i backgroundzie. Przyszło nam żyć w pięknych pod tym względem czasach. Niestety mają one też jeden mankament. Dziś muzyka nie jest już miejscem hołdu. Oczywiście zdarzają się skrajni fanatycy, ale nie ma już kultu słuchania jednej płyty miesiącami. Żywotność utworów uległa znacznemu skróceniu.

Klaudia: Uważam, że dziś można podzielić gatunki na bardziej popularne, komercyjne, oraz na te mniej. Często zespoły na tyle mieszają kilka gatunków w swojej muzyce, że ciężko określić, jaką muzykę wykonują. Płyty mają teraz większą wartość, ze względu na to, że jeśli ktoś kupuję płytę danego zespołu, to musi go bardzo lubić. Teraz dużo bardziej popularne jest słuchanie playlist na Spotify, niż słuchanie całych płyt. Ludzie sobie upraszczają sprawę. To nie jest do końca złe. Możemy w bardzo szybki sposób poznać setki wspaniałych wykonawców, którzy oczarują nas swoimi utworami. Czasem jednak, przy tym przepychu muzycznych nowości, umyka nam sens słuchania muzyki.