łównie dlatego, że – jak wiadomo – każde pokolenie jest gorsze od poprzedniego i „Za naszych czasów młodzież nie siedziała tyle w telefonie” … Mówi się też, że milenialsi wcale nie rozbudowują ekonomii współdzielenia, tylko „próbują udawać, że coś mają”. Wreszcie, że są „niezarządzalni” – nie wiążą się z pracą, firmą, szefem. Zrzucili pracę z piedestału świętości, woląc zrelacjonować na żywo jakąś podróż, obiad, czy wieczorne wyjście ze znajomymi.

Bez względu na to, co jeszcze złego nam przyjdzie do głowy, zanim zaczniemy, wygrażając palcami krzyczeć „Jesteście przyszłymi liderami świata! Co sobą reprezentujecie!”, wypada uderzyć się w pierś. Pokolenia starsze są liderami świata teraz. A że milenialsi walczą o swoje? Że komentują? Wiercą się? Cóż – jak powiadają – bez sensu tyle się męczymy ucząc dzieci mówić i chodzić, skoro potem najlepiej by było, gdyby siedziały i milczały. Milenialsi są kolejnym w historii pokoleniem, które próbuje sobie poradzić w świecie, który stworzyli dla nich ludzie przed nimi. My.

Być może zarzuca się milenialsom, że nie chcą się poświęcić… karierze. Że uważają, iż kariera, to coś, co się znajduje, a nie buduje. Że wolą uważać: nie wyszło ci tu, należy to porzucić i poszukać grzybów w innym lesie. Otóż nie biorą tej filozofii znikąd! Kapitalizm, który miał promować innowacyjność, aktualnie promuje posiadanie: „Jesteś tym co masz!”, „Im kupiłeś więcej, tym lepiej!”. I nie mówimy tylko o mikroekonomii, ale wręcz filozofii świata. Liczba wielkich marek spada – wielkie biznesy skupiają się w pojedynczych rękach. Dla przykładu: Disney trzyma w garści ponad 40 proc. rynku filmowego. Do niedawna mamiliśmy się wizją innowacyjności i konkurencyjności z wielkimi firmami. Millenialsi wiedzą, że z nimi nie wygrają. Zakładają startupy już nie po to, by ścigać się innowacyjnością, ale żeby je jak najszybciej sprzedać. Innowacyjność okazała się sztuczną przynętą! Kto tylko wystawi głowę, jak Skype, czy Instagram, albo – jeśli zaakceptuje ofertę kupna od wielkiego molocha, albo – jeśli romantycznie odmówi – zostanie przezeń zajechany. Pieniądze muszą płynąć szeroką strugą do największych. Nikt nie chce już więc pokonać Goliatów procą innowacyjności. Młodzi „Dawidzi”, realnie oceniając swoje szanse, wolą mu po prostu sprzedać procę.

Wobec tego wszystkiego, wielce rozsądnym wydaje się podejście milenialsów, którzy wreszcie szukają kreatywnych wyjść z pułapki wyciskania coraz większej liczby surowców z planety, która już przecież nie może urosnąć. Badania potwierdzają, że zarówno dzielenie się, jak i kupowanie doświadczeń zamiast przedmiotów zmniejsza szansę wypalenia i depresji. Choroby układu krążenia są w odwrocie, odkąd ruch i czytanie etykiet produktów spożywczych stało się modne. A przenoszenie się z jednej firmy do drugiej? Kto wie, czy wobec coraz większego skostnienia wielkich organizacji i ich inercji decyzyjnej, upadku mitu innowacyjności jako drogi do sukcesu, nie jest to po prostu najlepszy sposób na rozwój!

W efekcie może się okazać, że milenialsi nie są kosmitami, którzy wylądowali na naszej planecie i mnożą się, by po 2020 roku stanowić już ponad 50 proc. światowej siły roboczej, ale być może kimś, kto znalazł sposób na wyjście awaryjne ze ślepej uliczki, na której zostawili ich poprzednicy. Za kilkadziesiąt lat być może, jak i my, ocenieni zostaną jako naiwni. Niemniej te kolejne próby adaptowania się do zastanego środowiska i stawanie na ramionach gigantów przed nami, czynią z nas najciekawszy gatunek na Ziemi. Moim zdaniem wszystko to jest niebywale fascynujące, a milenialsi mają szansę znaleźć się w czołówce kreatywności!