Mikołaj Rey, kucharz, prowadzi cykl w Dzień Dobry TVN, w którym podczas podróży po Polsce spotyka obcokrajowców z różnych stron świata, ucząc się od nich, jak przyrządzać przysmaki z różnych zakątków świata.

 

więta w rodzinie Mikołaja Reya. Jak wyglądają? Jak łączy Pan polskie i francuskie tradycje świąteczne?

Moje święta rodzinne zawsze mają Polski akcent niezależnie od tego czy je spędzam w Francji czy w Polsce.

Przed małżeństwem zawsze i obowiązkowo spędzałem święta w Montresorze.

Liczna rodzina gromadzi się w zamku, moja Babcia, dla większości ciocia Maryncza a dla mnie po prostu "Bunia" zawsze orkiestrowała przyjęcie i zajęła się kuchnią dla wszystkich.

Piękne stół w stylu "empire" było zazwyczaj rozszerzony do granic swoich możliwości czyli około trzydziestu osób, a i tak zawsze był osobny stół dla najmłodszych dzieci.

Jak byłem dzieckiem uwielbiałem ten osobny stół. Byliśmy wśród kuzynów i kuzynek, kolacja była bardzo długa i nasi rodzice zajęci własnymi konwersacjami niekoniecznie nas pilnowali. Mieliśmy więc pełno śmiechu i staraliśmy się przyjść na czworakach pod stołem dorosłych niezauważani by skradać się do salonu gdzie piękna choinka była otoczona rożnymi stosami prezentów. Trzeba było odnaleźć własny stos i oszacować (bo nie wolno było otwierać przed mszą świętą) jakie niespodzianki Mikołaj dla nas przygotował.

Zawsze z małą zazdrością się patrzyło na te większe stosy jeśli się okazało że nasz nie jest wśród nich...

Jeśli chodzi o smaki były raczej nie zmienny.

Pierwszy posmak to opłatek i smak kosmetyków znajdujących się na policzkach babci i ciotek bo przy życzeniach zawsze jest pełno całusków.

Następnie barszcz z uszkami, potem wielkie kulebiaki z francuskiego ciasta faszerowane kapustą, grzybami i jajkiem na twardo, całość hojnie polana topionym masłem z sosjerki.

Zdarza się że zamiast kulebiaków pojawiają się "vol au vent" z owocami morza, czyli piękne "korony" z francuskiego ciasta faszerowanymi rozmaitymi owocami morza w sosie ich własnego wywaru z białym winem i śmietaną...

Następnie ryba, ale karpia nigdy nie było ani galaretki.

Najczęściej pojawił się sandacz łowiony z własnych stawów przez mojego tatę a czasami łosoś z sosem "beurre blanc" czyli masło na białym winie z szalotkami i żółtkami. Bajka!

Na deser makowce, owoce w syropie, bakalie…

Kolacja zawsze zaczyna się wcześniej, jest długa i trawienie odbywa się w kościele, choć zawsze kilka osób zostało by posprzątać stół i rozpalić świeczki w salonie.

Po długiej mszy, wszyscy się znów spotykają. Polskie kolędy są obowiązkowym repertuarem przed choinką, co najmniej dwadzieścia minut lub pół godzinny co dla dzieci jest prawdziwą torturą. Szczególnie dla mnie gdyż ich nie rozumiałem do 18 roku życia.

Potem szarża na prezenty i znów posmak kosmetyków na końcu ust ;)

Ta tradycja jest niezmienna i do dziś aktualna o tyle że przejąłem obowiązki kuchenne po mojej babci i to moje dzieci i ich kuzyni łażą pod stołem...

Gdyś jesteśmy w Krakowie w rodzinnym domu mojej żony sytuacja jest bardzo podobna choć to jej tata, mój teść Henryk hr. Sobański zajmuje się kuchnią. Staram się go wspierać ale jest arcymistrzem w polskich smakach świątecznych a w szczególności w wywarach grzybowych kiszących się 3 tygodnie, barszcz czerwony również długo wstecz przygotowany w wielkim szklanym słoju. Uszka z kapustą i grzybami, pierogi ruskie i karp na różne sposoby. (Do dziś nie moja ulubiona ryba) wszystko powstaje od podstaw w domu i zawsze zostaje na 2 i 3 dzień świąt.

Jakie kolory, zapachy, smaki, odczucia w pierwszej kolejności wchodzą do Panu głowy na myśl o świętach? Przemoczone buty po zabawie w śniegu, wzruszenie podczas rodzinnego śpiewania kolęd?

Zapach siana. Siano zawsze chowano pod obrusem, każdy gość wraz z dziećmi wyciąga siano i ten który ma najdłuższy kawałek najdłużej żyć będzie.

Smak opłatka wymieszane z kremem do twarzy lub pudrem ;)

Trawienie w kościele, pełniutki żołądek po odejściu od stołu i spacer do kościoła. Próby modlitwy w takim stanie są bardzo dużym wyzwaniem!

Widok stosów prezentów.

Przede wszystkim pamiątki związane z dzieciństwem.

W jaki sposób powinniśmy dbać o to, by nasze dzieci pielęgnowały tradycje świąteczne? Coraz częściej młodsze pokolenia maja swoje pomysły na spędzanie świat.

Dla mnie ważne jest to aby nie utracić podstawowy znaczenie świąt czyli narodziny Pana Jezusa i podstawa Jego Św. Matki Maryi i opiekuna Św. Józefa. Ubóstwo i pokora tej Świętej pary były warunki który sam Bóg wybrał by pojawić w największej chwale wśród nas. Jest to lekcja którą należy rozważać przez cały życzę i przez mam nadzieję wszystkie następne pokolenia.

Następnie oczywiście tradycyjne smaki, kolędy, wspólne przygotowanie rodzinnego domu.

Bardzo mi się podoba tradycja nieznanego gościa – kiedyś zresztą nim byłem, gdyż za sprawą odwołanego lotu z Krakowa do Paryża w Wigilię znalazłem jedynie połączenie następnego dnia z Warszawy bardzo wcześniej rano. Gościłem wtedy u wujka i cioci w Warszawie na ostatnią chwilę i spędziłem fantastyczne nieoczekiwane święta.

Czy na świątecznym stole w Pana domu pojawiają się tylko tradycyjne potrawy, czy eksperymentuje Pan ze smakami podczas przygotowań?

Odkąd przyjmowałem obowiązki po babci pojawią czasem się nowe wersje dań, ale z tych samych głównych składników. Jednak baza jest niezmienna i tradycja przekazywana od pokolenia do pokolenia.