igilia i Święta Bożego Narodzenia to dla mnie jeden z najprzyjemniejszych i najbardziej wyczekiwanych okresów w ciągu roku.  Nic dziwnego, że tak dużo mówi się o magii tych Świąt.

W końcu w nastrój wprowadza nas zimowa aura, choinki przystrojone są kolorowymi ozdobami i błyszczącymi światełkami,  a wszystko to dopełnione jest aromatem wigilijnych przysmaków, wśród których króluje korzenny zapach pierników i suszonych owoców. Na ulicach słychać wesołe melodie, mijają nas mikołaje, elfy i aniołki, wystawy sklepowe kuszą kolorami złota, bieli i czerwieni. Prawdziwa feeria barw, aromatów oraz smaków. Z jednej strony czujemy, że jest to zabieg marketingowy, z drugiej jednak chyba w każdym z nas drzemie dziecko, dzięki któremu chętnie poddajemy się panującej atmosferze i z radością wchodzimy w ten magiczny świat.

Jednym z najważniejszych aspektów przygotowań świątecznych jest planowanie wigilijnej kolacji. To podczas niej spotkamy się z najbliższymi, będziemy przełamywać się opłatkiem, życzyć pomyślności a ewentualne waśnie i niesnaski odejdą w zapomnienie. Cudownym dopełnieniem rodzinnych spotkań będą wigilijne potrawy, które jeszcze bardziej podkreślają magię przeżywanych świąt. Często myślami wracam do czasów, kiedy jako mała dziewczynka nie mogłam przekonać się do smaku karpia, kiszonego barszczu czy grochu z kapustą. Ciężko było mi zrozumieć dlaczego pościmy i spożywamy tego typu potrawy. Dziś z przyjemnością doceniam walory smakowe dań wigilijnych i z wielką niecierpliwością czekam na nie przez cały rok. Skąd ta przemiana? Czy moje kubki smakowe nagle dojrzały? A skoro tak smaczne są te dania, to czy nie warto przygotowywać ich na co dzień ? Pytań jest wiele, a odpowiedź na nie tylko jedna.  

Myślę, że najważniejszym czynnikiem podkreślającym magię i wyjątkowość potraw , które co roku tak dumnie prezentują się w świątecznej porcelanie jest fakt, iż przygotowujemy i spożywamy je raz do roku w ciepłej i rodzinnej atmosferze. Przygotowywanie dań świątecznych sprawia, że cała rodzina spędza  wspólnie czas w kuchni. Mam przed oczyma taki obraz z dzieciństwa: jak tato wchodzi z zakupami do kuchni, siostra kroi cebulę, babcia uciera w makutrze sernik, a mama doprawia barszcz. A do tego wszystkiego tradycyjnie wspólne lepienie pierogów. W efekcie czego każdy pieróg jest inny –jeden pękaty, inny płaski, jeszcze inny mały lub duży. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach wszystko możemy kupić lub zamówić gotowy catering. Jednak nie odbierajmy sobie tych magicznych chwil spędzonych razem i celebrujmy świąteczny czas ciesząc się sobą nawzajem. Pamiętajmy również o tym, że nie zawsze wszystkie potrawy się udają. Sama pamiętam, jak mój sprawdzony sernik nie stężał a rolada z maku była przesuszona. Jednak nikt nie miał mi tego za złe. Zjedliśmy sernik łyżką a makowiec naponczowałam herbatą z rumem. Myślę, że to kolejny czynnik stanowiący o tym, że dania świąteczne są tak wyjątkowe, są po prostu…nasze. Czasem warto zwrócić uwagę, ile radości, uśmiechu i ciepłej energii rodzina wymienia między sobą w trakcie oczekiwań na tą jedną, jedyną w roku kolację. Jakie to miłe, gdy ktoś mówi: „Kochanie, nic się nie stało, to jest pyszne” i zjada z uśmiechem na twarzy sernik czy roladę makową.

Mam wrażenie, że gdyby te wszystkie dania przeniknęły do kuchni codziennej, w której nie zawsze mamy czas na celebrowanie wspólnych chwil, to potrawy straciłyby swój urok i nie smakowały by tak samo jak w święta. Gotujmy zatem razem, ciesząc się tym, że możemy być blisko siebie. Nie odbierajmy sobie magii świąt, bo ta wypracowana własnoręcznie ma największą wartość i nie da się jej odkupić za żadną cenę.

A to dwa autorskie świąteczne przepisy Beaty!