dzie zwykle spędzacie święta – tradycyjnie z rodziną?

Paweł Golec: Jeśli chodzi o święta Bożego Narodzenia, to w tej materii konsekwentnie jesteśmy tradycjonalistami. Nie ma lepszych świąt,  jak tylko u nas w górach, w gronie najbliższej rodziny...

Jakie są Panów najpiękniejsze świąteczne wspomnienia?

Łukasz Golec: Wiele lat temu siedząc przy stole wigilijnym zadzwonił telefon, że na świat  przyszła Bogna – moja chrześnica, córka starszego brata Rafała. Wydarzenie było o tyle szczególne, że miała urodzić się dopiero w styczniu... 
A tu taki miły prezent dla rodziny pod choinkę. Muszę przyznać, że wybrała sobie dobry dzień, przynajmniej nie mam problemu z zapamiętaniem jej daty urodzin (śmiech)... 

W wywiadach często mówicie, że kochacie tradycję. Bez czego nie wyobrażacie sobie świąt Bożego Narodzenia?

Ł.G.: Z pewnością nie wyobrażam ich sobie bez wspólnego śpiewania kolęd, łamania opłatkiem, bez Pasterki, bez choinki, nie mówiąc już o karpiu... i kolędnikach.

P.G.: I bez tej wyjątkowej świątecznej atmosfery, którą tworzą między innymi nasze dzieci, rozentuzjazmowane wido-
kiem prezentów.

Jakie są Panów ulubione świąteczne dania?

P.G.: Każde, które przygotują rączki mojej żony Kasi (śmiech).

Ł.G.: Tak naprawdę w Wigilię wszystko 
ma niezwykły smak. Począwszy od zupy grzybowej na wywarze z rybich głów, skończywszy na kompocie z suszonych owoców.

Czy sami je przygotowujecie?

P.G.: U mnie prym w kuchni wiedzie żona, więc wolę jej nie rozpraszać. Ktoś (czyli ja) musi ubrać choinkę, udekorować dom światełkami, zresztą bardziej mi smakuje 
jak ktoś je przygotuje (śmiech).

Ł.G.: Ja też ograniczam się do roli drugoplanowej... ale sałatkę jarzynową pokroję, no cóż ktoś musi się zająć pielgrzymujący-
mi kolędnikami, którzy nawiedzają mój dom (śmiech).