Jest Pani jedną z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce ambasadorek ekologicznego życia. Skąd takie zainteresowanie?

Z wiekiem nabywamy nowych doświadczeń i podnosi się nam świadomość. Kiedy jesteśmy młodzi, równowaga to dla wielu jedynie graficzny, czarno-biały symbol Ying i Yang. Dopiero później ten symbol nabiera znaczenia i treści. Zaczynamy, na przykład, myśleć o odpoczynku w relacji do pracy, potrafimy zwolnić, zatrzymać się, zauważyć, pomyśleć. Dokonujemy bardziej przemyślanych wyborów, stajemy się wybredni, cenimy swój czas, selekcjonujemy znajomych, doceniamy małe radości. Tak właśnie było w moim przypadku. W pewnym momencie zaczęłam żyć bardziej świadomie niż dotychczas. Chciałam mieć wpływ na otaczającą mnie rzeczywistość. Nie chciałam, żeby inni podejmowali za mnie decyzje, nie chciałam być bezwolna. Mieszkam w dużym mieście, lubię je, korzystam z możliwości, jakie mi daje. Z drugiej strony duże miasta są często bezduszne, a ich zaganiani mieszkańcy skoncentrowani na sobie. Myślenie prospołeczne czy proekologiczne jest tu ciągle mało popularne, ale to się zdecydowanie zmienia na lepsze. Staram się być właśnie w tym nurcie. Po prostu dokonuję przemyślanych, świadomych wyborów, by jak najmniej szkodzić innym i sobie. Zdrowe jedzenie, używanie naturalnych, nie chemicznych środków czystości czy ekologicznych kosmetyków to mały krok w tym kierunku. I do robienia właśnie tych małych kroków gorąco namawiam innych.

Coraz modniejsze staje się kupowanie owoców i warzyw na bazarkach czy na jeszcze popularniejszych biobazarach. Czy taka żywność ma wiele wspólnego z produktami, które pamięta Pani z dzieciństwa?

Kiedyś kupowało się to, co było, a nie to, co się chciało, więc nie szukałabym analogii. Ale faktycznie, jak już coś było, to wyłącznie to, co sezonowe i lokalne, więc było na pewno zdrowiej.  Musimy mieć świadomość, że to, co dziś kupujemy na targach czy bazarkach to często produkty kupowane w hurtowaniach, które zaopatrują też wszystkie inne sklepy. Niewiele jest miejsc, szczególnie w dużych miastach, gdzie sprzedaje się to, co faktycznie urosło komuś w ogródku. Rozmawiałam z producentami ekologicznej żywności w Polsce, którzy twierdzą, że na razie nie mamy wystarczająco dużego popytu na takie produkty. Jednym słowem nie opłaca się ich produkować. Innym problemem jest brak odpowiedniej certyfikacji. Dlatego nie wiadomo do końca, czy rzeczywiście dany produkt jest ekologiczny, czyli wyhodowany lub przygotowany bez użycia chemii. Dzisiaj w zasadzie każdy może wymyślić i zarejestrować jakiś certyfikat, dajmy na to Natura 2014, i nie ma większego znaczenia, co się za tą nazwą kryje. Jednak umieszczona na opakowaniu sugeruje, że produkt jest naturalny, czyli w odbiorze konsumenta zdrowy. Niewielu kupujących sprawdzi skład i pochodzenie produktu. Nie mamy takiego odruchu ani takiej potrzeby. Wierzymy na ślepo sloganom i to jest największy błąd. Ja zachęcam do edukacji konsumenckiej. Nie dawajmy się oszukiwać, kupujmy świadomie. U naszych zachodnich sąsiadów zasady oznaczania zdrowych produktów są zdecydowanie bardziej klarowne. Myślę, że wkrótce tak samo będzie u nas, ale to rynek wymusza takie zmiany. Sygnał musi iść od konsumenta. Tych wyedukowanych i uświadomionych po prostu nie da się nabić w butelkę.

Zainteresowanie naturalnymi produktami było dla Pani inspiracją do stworzenia marki ekologicznych  kosmetyków (Pat&Rub by Kinga Rusin). Czym różnią się one od popularnych marek dostępnych w sklepach?

Kiedy zaczynałam w 2007 roku żadna polska firma nie produkowała kosmetyków w 100% naturalnych. Kosmetyki w 100% naturalne i ekologiczne to takie, których komponenty są wyłącznie roślinne i pochodzą z upraw, gdzie nie stosuje się chemicznych (sztucznych) nawozów ani pestycydów, czyli chemicznych środków ochrony roślin. Zarówno takie uprawy, jak i pochodzące z nich produkty są na całym świecie eko certyfikowane. Taka certyfikacja to długi, żmudny i kosztowny proces polegający na dokładnym sprawdzeniu stopnia czystości gleby, a później dokładnej kontroli procesu upraw i produkcji. Istnieje kilka dużych międzynarodowych organizacji, których certyfikaty dają 100% gwarancję ekologicznej jakości produktów (np. EcoCert czy Natrue). Uprawy naturalne są mniej wydajne niż te sztucznie podsycane, stąd niższe plony i wyższa cena. Mimo to, produkty naturalne zyskują sobie z roku na rok coraz większą rzeszę zwolenników. Nic dziwnego, że coraz więcej można znaleźć na sklepowych półkach produktów udających naturalne, a kuszących niższą ceną. Takie pseudo naturalne kosmetyki są, owszem, robione z komponentów roślinnych, ale produkowanych w sposób przemysłowy, czyli np. sztucznie nawożonych. Nieświadomy klient może dać się na to nabrać, bo na opakowaniu przeczyta jedynie, że coś jest naturalne, bo roślinne. Jeżeli na produkcie roślinnym nie ma informacji, że komponenty pochodzą z uprawy certyfikowanej, to oznacza, że jest to roślina, którą się uzyskało w wyniku upraw typowo chemicznych, nawożonych i chronionych pestycydami. Takie produkty ostatnio zalewają rynek.

Wydaje Pani w internecie ekoporadnikurody.pl, właśnie ukazał się kolejny numer. Co w nim znajdziemy i skąd pomysł na taką publikację?

Od kiedy zainteresowało mnie eko życie zaczęłam gromadzić różne informacje na ten temat. Mam mnóstwo materiałów, wycinków prasowych, zapisanych rozmów. Postanowiłam się tą wiedzą na bieżąco dzielić. Cały czas mam uszy i oczy otwarte, robię notatki, kiedy tylko usłyszę coś nowego, interesującego. Przy okazji sama się bez przerwy uczę i dowiaduję coraz to nowych rzeczy. Ostatnio, zbierając materiały do kolejnego numeru ekoporadnikaurody.pl poświęconego antyoksydantom, stałam się chodzącą encyklopedią wiedzy o... herbatach. Teraz już wiem na przykład, że wychodząc na plażę, na pełne słońce, powinnam wypić duży kubek krótko parzonej, zielonej herbaty, bo to ochroni moją skórę, uniknę poparzeń i przebarwień. Zielona herbata ma też bardzo silne działanie antyoksydacyjne, czyli chroni przed przedwczesnym starzeniem. Z innych ciekawostek: skórę można nawilżyć nie tylko używając odpowiednich kremów, ale również... jedząc kaszę jaglaną. W ogóle, a propos nawilżania, pijemy za mało wody. W naszym organizmie, szczególnie jeśli żyjemy w zanieczyszczonych miastach i jemy zanieczyszczoną żywność, cały czasy musi zachodzić detoksykacja. Nic nie ułatwi jej w takim stopniu, jak woda, a jeśli dobrze oczyszczamy się z toksyn, mniej chorujemy i dłużej żyjemy. A my wciąż nie mamy nawet świadomości, co pijemy! Nie rozróżniamy wody artezyjskiej, źródlanej, mineralnej, oligoceńskiej. Nie wiemy, którą, po co i kiedy możemy pić. Okazuje się, że każdy człowiek powinien dobrać odpowiednią wodę do swoich potrzeb. O tym wszystkim i o wielu innych równie ciekawych rzeczach piszę na stronie ekoporadnikurody.pl.

Mówią, że ekologiczne życie jest drogie, poza tym, to zawracanie głowy, bo można zginąć przez przypadek i tyle nam ze zdrowego życia. Co im Pani odpowiada?

Sceptycy też mówią, że wszyscy kiedyś umrzemy... Mi jednak chodzi o jakość życia. To prawda, ekologiczne produkty (żywność, kosmetyki, środki czystości) są droższe. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę, że poprawiają nam jakość życia, że dzięki nim rzadziej chorujemy na tzw. choroby cywilizacyjne, np. na alergie, otyłość, choroby serca, nowotwory, to rachunek ekonomiczny wydaje się prostszy. Poza tym badania pokazują, że rodzina, która raz na tydzień robi duże zakupy w supermarkecie wyrzuca potem 50% z tych zakupów. Może warto kupować rzadziej, ale za to zdrowiej i tylko to, czego potrzebujemy? Ja mam np. kupioną zupełnie świadomie „lodówkę dla singla”, chociaż w mieszkaniu mieszkają cztery osoby. Codziennie w warzywniaku pod domem kupuję dokładnie to, czego będę potrzebowała na kolację i śniadanie drugiego dnia. Przez co praktycznie nic się u mnie nie marnuje. Tu też działa rachunek ekonomiczny.

Co zrobić, aby być bardziej świadomym wybierając produkty?

Żyjemy szybko, informacje odbieramy dość pobieżnie. Jak wynika z badań, człowiek który ogląda wiadomości przyswaja 10% tego, co się do niego mówi, resztę sobie dopowiada. Podobnie jest z poradami na temat zdrowia. Usłyszymy – woda – idziemy kupić filtr, ale nie zadamy sobie trudu, żeby dowiedzieć się, jaki filtr będzie w naszym przypadku najlepszy. Tak samo krem. Słyszymy naturalny – kupujemy, ale nie sprawdzamy z jakich komponentów został zrobiony, gdzie go wyprodukowano, jaka była droga tego produktu, jakie ma opakowanie: czy biodegradowalne, czy syntetyczne, a może przez nie przedostało się coś do wewnątrz, nikt tego nie sprawdza. Dowiedzmy się, jakie komponenty szkodzą naszemu zdrowiu (parabeny, PEGi, sztuczne barwniki, sztuczne zapachy, wysoko stężone siarczany, syntetyczne oleje mineralne). Czytajmy etykiety, sprawdzajmy składy produktów, dowiadujmy się, z czego są one wytarzane oraz jak. Klientów w sklepach tak samo jak kierowców na drogach powinna niestety obowiązywać zasada ograniczonego zaufania. Sami na wszelki wypadek bądźmy uważni, ostrożni i podejrzliwi.