d lat krzewi Pan na światowych salonach polską kulturę i sztukę. W którym kierunku ewoluuje jej globalny wizerunek?

Polska była w latach 50. i 60. wiodącym krajem, jeśli chodzi o grafikę i muzykę. Mieliśmy też znakomity teatr, film czy malarstwo. Tacy ludzie jak Kantor, Wajda, Has, Kawalerowicz czy Kieślowski to były nazwiska, które liczyły się na świecie. To był „szwung”, który obecnie spowolnił. Z tego pierwszego rzędu awangardy Polska się wycofała, teraz jesteśmy tylko jednym z krajów, ale już nie tym wiodącym.

To nie jest jednak niczyja wina – dzieje się to falami i może za 50 lat Polska znów stanie na piedestale? Natomiast w tej chwili nie widzę tego „szwungu” w polskiej kulturze, który był bardzo inspirujący, i który odbił się szerokim echem na całym świecie. W latach 50. musieliśmy też walczyć z systemem politycznym, co też dawało nam dodatkowy bodziec. Wydaje mi się, że to tendencja światowa. Brakuje artystów, którzy wniosą coś świeżego. Nie ma przełomowych wydarzeń w kulturze, nie ma żadnej różnicy w nurtach między Polską, a Niemcami czy Francją. Sztuka się ujednoliciła.

Jak więc Pan ocenia pracę polskich placówek zagranicznych, np. Instytutu Mickiewicza?

Ja nie będę narzekał i zdecydowanie będę bronić Instytutu Mickiewicza. Myślę, że dobrze promujemy naszą kulturę za granicą. Mamy wysokie, ważne miejsce na świecie, nasza kultura jest rozpoznawalna, choć oczywiście pieniędzy zawsze jest i będzie za mało. Polskich artystów wspiera również Ministerstwo Kultury oraz Polski Instytut Sztuki Filmowej. Jest ogromna potrzeba obecności polskiej kultury na świecie, bo to świetna promocja dla kraju. To kosztuje, ale to musi kosztować. I w drugą stronę – jeśli my zapraszamy uznanych artystów nad Wisłę, to zapraszajmy najlepszych, choć to oznacza niestety wyższe koszty. Ale to potem będzie procentować. To samo z zapraszaniem topowych zagranicznych dziennikarzy oraz turystów-koneserów sztuki, którzy jeżdżą po świecie oglądając najróżniejsze festiwale muzyczne.

 

Profesor Krzysztof Penderecki: Współcześnie brylujemy w produktach spożywczych – mamy znakomitą polską czekoladę czy toruńskie pierniki.

 

Skoro już jesteśmy przy turystyce – które zakątki Polski poleciłby Pan naszym gościom z zagranicy?

Myślę, że najmocniej przez świat doceniane są Mazury, które wraz z kolejnymi inwestycjami wspaniale rozkwitają. Dodałbym jeszcze nasze Bieszczady i Puszczę Białowieską – osoby, które interesują się przyrodą na pewno powinny się tam wybrać. Trzeba o tę piękną przyrodę szczególnie dbać, nie wolno niszczyć tych miejsc i ich wizerunku, jak to się stało na przykład ze stadniną koni w Janowie Podlaskim.

A jakie suweniry z Polski najbardziej lubi Pan wręczać swoim zagranicznym przyjaciołom?

Kiedyś w Polsce tworzyliśmy piękną biżuterię i sztukę ludową – znane były m.in. polskie bursztyny, polski jedwab czy polski len. Współcześnie brylujemy w produktach spożywczych – mamy znakomitą polską czekoladę czy toruńskie pierniki. Również polska wódka jest jedną z najlepszych na świecie. Moi znajomi często proszą mnie także o nasze oscypki.

 

Profesor Krzysztof Penderecki: Czego nam brakuje? Dobrej promocji. Sztuka, bez pieniędzy, sama się nie obroni.

 

A jak ocenia Pan poziom kształcenia w Polsce?

Bardzo wysoko. Ja kształciłem się tylko w Polsce i to był znakomity poziom. Gdybym studiował w Niemczech, to nie nauczyłbym się tyle, ile w kraju. Zacząłem w dobrym czasie, po okropnych latach 40. i 50. Ja zaczynałem na przełomie lat 50. i 60., a był to okres wielkiego rozwoju kultury w Polsce. Pieniędzy było pod dostatkiem, reżim łożył środki, bo to była najlepsza wizytówka naszego kraju za granicą.

Mówił Pan, że muzyka poważna jest tą częścią kultury, którą nie każdy odbiorca może pojąć. Czy w natłoku popkultury, sztuka bardziej wymagająca nadal może znaleźć swoich odbiorców?

Nie wiem, czy to pytanie akurat do kompozytora – ja „robię swoje”. Staram się robić to jak najlepiej, ale tego, co się dzieje wokół mnie i mojej sztuki, nie obejmuję tak dobrze jak specjaliści czy krytycy. Uważam, że ja, jako człowiek, który stworzył już coś ważnego, doszedłem do pewnego poziomu, nad odbiorem którego dzisiaj się nie zastanawiam. Mam swój wyrobiony język i tego się trzymam.

Czy muzyka poważna może być naszym towarem eksportowym?

Trudno mi to ocenić, tym bardziej, że poruszam się wewnątrz tego środowiska. Ale widzę w polskiej kulturze ogólnej duży potencjał. W kinie takie nazwiska jak Szumowska, Pawlikowski, Kos – Krauze…, w grafice: Skórczewski, Wejman…, w malarstwie: Sasnal, Maciejowski, Szlaga… Z czystym sumieniem mogę również wystawić wysoką notę polskim orkiestrom. Można je przyrównać do najlepszych orkiestr na świecie. Mamy też wielu wybitnych wokalistów, instrumentalistów i wielu innych artystów w różnych dziedzinach sztuki. Wspaniały dalej jest także polski teatr. Trudno wymienić wszystkie nazwiska, które godnie i z wielkim sukcesem reprezentują Polskę na świecie. Czego nam brakuje? Dobrej promocji. Sztuka, bez pieniędzy, sama się nie obroni.