anie Adamie, dzięki swoim osiągnięciom sportowym zapoczątkował Pan ogromny rozwój skoków narciarskich w Polsce. Czy dzięki temu, że polskie skoki były i są na najwyższym światowym poziomie kibice z różnych krajów chętniej odwiedzają Polskę?

Wydaje mi się, że tak się dzieje. Konkursy Pucharu Świata w Zakopanem wiele osób określa jako najlepsze w całym cyklu. Zawodnicy i trenerzy przyznają, że atmosfera tutaj jest niespotykana, a w zawodach na Wielkiej Krokwi warto wziąć udział nawet tylko po to, by móc później wspominać te fantastyczne chwile. Wymyślony u nas sposób prowadzenia konkursu, z muzyką pomiędzy skokami, został skopiowany i przyjął się później w wielu innych miejscach. Dodatkowo Wielka Krokiew jest jedną z najpiękniej usytuowanych naturalnych skoczni na świecie. Teraz mamy jeszcze inne świetne skocznie narciarskie, między innymi w Wiśle, gdzie atmosfera też jest bardzo gorąca. Sądzę, że w jakimś stopniu ta magiczna otoczka towarzysząca imprezom w naszym kraju z roku na rok zachęca coraz większą liczbę zagranicznych kibiców do uczestniczenia w nich. A już na pewno nasze nowoczesne obiekty przyciągają do Polski inne reprezentacje. W Szczyrku czy Wiśle regularnie trenują zawodnicy z Czech, Austrii, Norwegii.

Czy Pana zdaniem dzięki skokom narciarskim Polska stała się bardziej znana w innych krajach?

Oczywiście. Nie bez powodu od dawna mówi się, że sportowcy są wyśmienitymi ambasadorami swojej ojczyzny w świecie. Wspomniani trenerzy i zawodnicy doceniają to, jak się ich u nas traktuje, kiedy przyjeżdżają na obozy treningowe. W relacjach z okresu przygotowawczego do zimy pojawiają się informacje o tym, że ćwiczyli na obiektach w naszym kraju. W tym roku w Polsce, w Wiśle, odbyły się konkursy inaugurujące rywalizację w Pucharze Świata w skokach narciarskich. Zainteresowanie mediów z całego świata było ogromne. Na zawody przyjechali dziennikarze i fotoreporterzy nie tylko z Niemiec, Austrii, ale również ze Skandynawii, a nawet Japonii. To przekłada się na rozgłos we wszystkich państwach, w których ludzie interesują się skokami. Takie same efekty dają sukcesy odnoszone przez naszych reprezentantów. Kibice skoków chcą wiedzieć więcej o zawodnikach wygrywających konkursy, stających na podium mistrzostw świata oraz igrzysk olimpijskich. Szukają rozmaitych ciekawostek i wiedzą, że Kamil Stoch pochodzi z Zębu. Orientują się, gdzie trenowali Maciej Kot oraz niepokonany latem Dawid Kubacki. Media społecznościowe też pomagają propagować różne informacje dotyczące naszego kraju i naszych sportowców. Szczególnie, że chłopaki nie kryją swojego patriotyzmu. Symbole biało-czerwone można znaleźć na ich kaskach, a przy okazji niedawnego święta niepodległości wielu z nich zamieściło zdjęcia z barwami narodowymi.

 

Adam Małysz: Od kilkunastu miesięcy to świat podgląda Polaków, a nie my innych rywali. Teraz niedawno też zrobiliśmy unikatową rzecz, przygotowując skocznię do zawodów otwierających sezon Pucharu Świata w środku Europy już w połowie listopada.

 

Od kilku lat niestety nie widzimy już Pana na skoczni, ale nadal aktywnie działa Pan na rzecz rozwoju polskich skoków. Jakie obecnie cele i wyzwania stawia sobie najlepszy polski skoczek narciarski?

Staram się jak najlepiej spełniać się w obecnej roli, a więc dyrektora sportowego w Polskim Związku Narciarskim. Pomagam reprezentacji, przekazując wiedzę i czerpiąc z doświadczenia, jakie zebrałem przez lata swojej kariery. Przez ten czas sporo przeżyłem i wiem, co dla zawodników jest ważne, co przeżywają w danych okolicznościach. Z kolei po zakończeniu startów nabrałem dystansu do skoków. Na wiele spraw patrzę inaczej, niż kiedy byłem aktywnym zawodnikiem. To pozwala mi podpowiadać rozwiązania lub wskazywać błędy, które dla innych, pracujących z grupą są niewidoczne. Mam nadzieję, że dzięki temu nasza reprezentacja ciągle się rozwija, forma kadrowiczów rośnie, a rywale muszą mocno się napracować, by nam dorównać.

Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach uda się poprawić sytuację w kadrze B skoczków. Nie ma co ukrywać – w ostatnim czasie zaplecze pierwszej reprezentacji zawodzi. Brakuje nam zmienników lub następców chłopaków, którzy błyszczeli ostatniej zimy. Są pewne pomysły na zmianę tej sytuacji. Liczę, że okażą się skuteczne.

Chciałbym, żeby coś drgnęło również jeśli chodzi o zawodników trenujących kombinację norweską. Staramy się wprowadzić nowe metody pracy i unowocześnić szkolenie w tej dziedzinie. Cały czas po cichu liczę też na powrót do rywalizacji w rajdach terenowych. Teraz oczywiście koncentruję się na pracy w PZN, ale nie porzucam marzeń o sukcesach w tym sporcie. Jestem przekonany, że przy odrobinie szczęścia, mógłbym skutecznie powalczyć o podium w Dakarze.

W wielu dziedzinach życia Polacy wybierają rodzime produkty i wspierają polską gospodarkę, a czy Pan chętniej kupuje rzeczy, które zostały wyprodukowane w naszym kraju?

Tak. W miarę możliwości staram się to robić. Gdy jest taka okazja, próbuję też promować jakieś osiągnięcia czy rozwiązania prezentowane przez ludzi z pasją i świetnymi pomysłami. Szczęśliwie żyjemy w takich czasach, że lokalizacja, mieszkanie w Polsce, nie przeszkadza w nawiązywaniu kontaktu i szukaniu wsparcia nawet na innych kontynentach. Wiadomo, że w niektórych dziedzinach, na przykład motoryzacji, nie jesteśmy w stanie konkurować ze światową czołówką i choćbym nie wiem jak chciał, polskiego samochodu sobie nie kupię. Na szczęście jest coraz więcej obszarów związanych z nowoczesnymi technologiami, aplikacjami, w których nie tylko nie mamy się czego wstydzić, a wręcz wyznaczamy trendy. Tak jest na przykład jeśli chodzi o naszą reprezentację skoczków. Od kilkunastu miesięcy to świat podgląda Polaków, a nie my innych rywali. Teraz niedawno też zrobiliśmy unikatową rzecz, przygotowując skocznię do zawodów otwierających sezon Pucharu Świata w środku Europy już w połowie listopada. Do tej pory nikt nie odważył się na taki krok. Ale jak wspomniałem, nie tylko w sporcie, Polacy coraz częściej potrafią dokonać czegoś wartościowego. Jestem z tego dumny.