Fot.: Archiwum PZLPiT „Mazowsze”

 

Kiedy myśli Pan: „Mazowsze”…

To myślę o tych wspaniałych, pięknych ludziach, którzy je tworzą. O młodych, utalentowanych artystach, o ich zaangażowaniu i pasji. Myślę o naszych solistach, członkach chóru, baletu, a także o muzykach, którzy stanowią naszą orkiestrę. Jestem z nich dumny, że swoją ciężką pracą pokazują jak ważny jest dla nich ten zespół. Ale myślę także o naszych założycielach: Tadeuszu Sygietyńskim i Mirze Zimińskiej-Sygietyńskiej. O ich gigantycznej pracy, jaką wykonali, budując tak trwały fundament. To dzięki nim „Mazowsze” istnieje od 71 lat, choć tyle w tym czasie w Polsce się zmieniło.

Sygietyńscy mieli dobry pomysł?

Znakomity. Trzeba przypomnieć, że Tadeusz Sygietyński był wybitnym kompozytorem symfonicznym, nie ludowym. A Mira Zimińska-Sygietyńska była świetnie zapowiadająca się aktorką okresu międzywojnia. A jednak oboje zrezygnowali z karier na muzycznych i scenicznych salonach Europy i postanowili stworzyć zespół, który według ich zamiaru miał poprzez swoją działalność, ocalić od zapomnienia polską kulturę narodową, tak pięknie wyrażającą się w rodzimym folklorze. I to się im udało. A śmiem przypuszczać, że nawet przerosło ich pierwotne zamiary.

Dzisiejsze „Mazowsze” zdaje się być u szczytu sławy

Myślę, że to jest dobry czas dla „Mazowsza”, a jednocześnie mam nadzieję, że jeszcze wiele przed nami. Ubiegły sezon – sezon jubileuszu 70-lecia zespołu pokazał wyraźnie jakie jest zapotrzebowanie na „Mazowsze”. Zagraliśmy 174 koncerty, wydaliśmy 5 płyt, odbyliśmy trzy zagraniczne trasy koncertowe. Dzisiaj panuje swego rodzaju moda na folklor. Ludzie chcą powrotu do źródeł, poszukują własnej tożsamości, chcą wiedzieć skąd wyszli. A „Mazowsze” poprzez swoją działalność artystyczną na te potrzeby odpowiada. Choć trzeba pamiętać, że nie jest to zespół ludowy sensu stricte. „Mazowsze” jest pewną stylizacją folkloru. Pokazuje go w sposób przystępny i prosty w odbiorze nawet dla tych, których folklor nie interesuje. Mira Zimińska-Sygietyńska bardzo dbała o to, by program artystyczny zespołu nadawał się do pokazania na każdej scenie – w małych miejscowościach w Polsce, ale także na wielkich scenach świata, włączając w to sceny operowe i teatralne, wraz z ich wymagającym widzem.

Jak „Mazowsze” jest odbierane w świecie?

Wspaniale. To jest trudne do opisania, bo oprócz oczywistych spraw, jak gorące przyjęcie, owacje na stojąco i burze oklasków, pojawiają się emocje, których ja nie spotkałem nigdzie indziej. Ludzie na widowni są wzruszeni, często pojawiają się w ich oczach łzy. W rozmowach z nami mówią, że przywozimy im Polskę, że przez ten krótki czas koncertu czują się jak w domu, jak u siebie. Choć od Polski dzielą ich często tysiące kilometrów. Tak było gdy w ubiegłym roku pojechaliśmy do Irkucka na dalekiej Syberii. Ludzie dziękowali nam za koncerty. Dla wielu z nich był to pierwszy od lat kontakt z Ojczyzną, czy nawet z Ojczyzną ich dziadków, którą znali tylko z opowieści. Ale również w Europie spotykamy się zawsze ze wspaniałym odbiorem, chociaż na widowni zasiadają nie tylko Polacy, czy może nawet częściej nie Polacy.

Zyskaliście sobie tytuł Ambasadora Kultury Polskiej…

Tak. I staramy się bardzo w pełni na ten tytuł zasłużyć. Dlatego właśnie oprócz naszego klasycznego repertuaru ludowego wprowadzamy również nowe formy, jak choćby koncert Pieśni patriotycznych, opera Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale – nazywana pierwszą polska operą, czy genialny spektakl Betlejem Polskie, który cały jest przepełniony treściami patriotycznymi oraz piękną polską muzyką. Dbamy również o kulturalny rozwój naszych najmłodszych, grając spektakle dedykowane właśnie im. „Magiczna podróż” to opowieść o regionach Polski, a nowopowstająca „Fantazja Polska” ma opowiadać o naszych tańcach narodowych.

Jakie plany ma „Mazowsze” w najbliższym czasie?

Z okazji trwającego Roku Moniuszkowskiego przygotowujemy premierę widowiska „Pielgrzym” opartego na tekstach Adama Mickiewicza do muzyki Stanisława Moniuszki – to już we wrześniu. W październiku planujemy finał Konkursu wokalnego im. Stanisława Jopka, naszego niestety nie żyjącego już legendarnego solisty – tenora, który już od września odbywać się będzie w całej Polsce, w każdym województwie. Chcemy także po raz pierwszy zagrać nasze Betlejem Polskie poza siedzibą zespołu – w Teatrze Wielkim Operze Narodowej w Warszawie. Przed nami także mnóstwo koncertów, a rok zamierzamy zakończyć trasą koncertową po Islandii. Gdzie, jak się okazało, jest ogromna Polonia, która od wielu lat czeka na „Mazowsze”. A od nowego roku ruszamy z kolejnymi przedsięwzięciami. Ale to już temat na osobną rozmowę.